Życzenia z okazji Bożego Narodzenia
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia składamy życzenia słowami wiersza ks. Jana Twardowskiego i przesyłamy prezent – bajkę o księżniczce Julce, której autorką jest mieszkanka Czeszowa pani Małgorzata Godyń – mama trojga dzieci.
ŻYCZENIA
Czego życzyć osiołkowi, z uważnymi oczami, ze stajenki betlejemskiej?
Życzymy mu, żeby nie był zawsze szary, żeby był czasem łaciaty.
Żeby osiołek nie był stale uparty jak osiołek.
Życzymy wołowi, żeby nie ryczał na całe gardło.
Życzymy pastuszkom, żeby mieli ładną pogodę,
Żeby deszcz na nich nie chlapał, kiedy pilnują owiec,
Żeby byli w dobrym humorze, nawet kiedy muszą wstać o piątej rano.
Życzymy aniołom, żeby nie fruwali, ale chodzili po ziemi z ludźmi,
nie zazdrościli archaniołom.
Życzymy Trzem Królom, żeby nie zabłądzili i powrócili do swoich domów.
Życzymy świętemu Józefowi, żeby Go wszyscy kochali,
Chociaż Go nie widać.
Życzymy sobie, żebyśmy byli lepsi, nie tylko na święta,
Kiedy się dostaje prezenty.
KAPRYŚNA KSIĘŻNICZKA
Dawno temu za Łabędzią Górą stał piękny różowy pałac z mięciutkiej pianki o smaku truskawkowym. Mieszkała tam bardzo kapryśna księżniczka o imieniu Julia wraz ze swoimi rodzicami Królem Markiem i Królową Małgorzatą .
W tej krainie nigdy nie było zimy, wiecznie świeciło słońce. Co jakiś czas padał deszcz, ale tylko po to, by powstała na niebie śliczna kolorowa tęcza, a zachód słońca zapierał dech w piersi. Widok z okna roztaczał się na plac zabaw i śliczną roślinność otaczającą pałac.
Księżniczka miała zaledwie 5 lat, a już ją wszyscy zdążyli poznać. Swoje młodsze rodzeństwo mocno kochała i spędzała z nim bardzo dużo czasu. Jednak jej nieposkromiony charakterek dawał się we znaki wszystkim: jej mamie i innym starszym osobom, z którymi miała kontakt. Otóż księżniczka Julka lubiła stawiać na swoim i gdy coś nie szło po jej myśli mocno, tupała nóżkami Prośby mamy nie skutkowały. Nawet kiedy królowa stawiała ją do kąta, królewna i tak robiła, co chciała. Bezradna królowa Małgorzata wpadła na pomysł ,że zaprosi do zamku inne księżniczki, które od dłuższego czasu uczęszczały do szkółki dobrego wychowania. Król i królowa zwołali służbę: cukiernika Bazylego z wielkim brzuchem i czerwonym nosem jak Rudolf u św. Mikołaja, Katarzynę – szwaczkę i Bartka – prawą rękę króla, który zawsze, kiedy przygotowano bal, projektował zaproszenia. Po ustaleniu, kto co będzie robił, wszyscy udali się do swoich obowiązków.
Małgorzata i Marek siedzieli na swych tronach i czekali na rozwój sytuacji . Kasia udała się do księżniczki na przymiarki. Miała jej uszyć nową suknie balową, a nie była to łatwa sprawa, bo Julia jak zwykle pokazała, na co ją stać .
-Księżniczko, może suknia na sobotni bal będzie błękitna z dodatkami z kolorowych piórek ? – zapytała Katarzyna.
-Nie! Moja suknia musi być różowa i bardzo ładna. Odpowiedziała z kwaśną miną Julka.
-Ależ, księżniczko, wszystkie twoje suknie są różowe i ładne. Może zaprojektujemy coś w innym kolorze i wzorze ?
-Moja suknia ma być (tupie nóżkami) różowa w kolorowe motylki, a na głowę poproszę moją nową koronę z wielkim motylem na środku.
-Do sukni na plecach zrób mi wielką kokardką, a sandałki muszą być te szklane, też różowe.
-Księżniczko Julko, jesteś bardzo kapryśna i niemiła, ale zrobię tak, jak chcesz . Tylko później, kiedy wszystkie księżniczki będą miały suknie podobne do twojej, nie miej pretensji i nie krzycz na cały zamek, że jest coś nie tak.
I szwaczka odeszła ze smutną miną, bo dobrze wiedziała, jak będzie, gdy nadejdzie dzień balu. Pozostały jej tylko dwa dni na uszycie stroju dla Julii, więc od razu zabrała się do pracy.
W tym samym czasie Bazyli myślał, co by tu słodkiego i pysznego upiec. Bał się sam cokolwiek zrobić, dlatego poszedł do komnaty Julii, w której wszystko było różowe. Ba, nawet ten piankowy zamek król z królową zaprojektowali wedle kaprysu swojej 5-letniej córeczki. Łóżko było wielkie mięciutkie z baldachimem w kolorowe wyszywane kwiatki: fiołki, bratki i stokrotki. Okna zaś były okrągłe, bardzo duże, a na parapetach siedziały poukładane lale, ale tak byle jak. Wszystko było ładne i kolorowe, ale nieporządeczek był ogromny.
Bazyli przywitał księżniczkę niskim ukłonem i zapytał:
- Księżniczko, tak się zastanawiałem, co byś chciała na swoim przyjęciu dobrego do jedzenia?
-Chcę wielki piętrowy tort z truskawkowym nadzieniem, płatkami róż i świeżymi owocami, najlepiej truskawkami i bananami. Oprócz tego ma być lemoniada truskawkowa, słodkie ciasteczka, rożki z kremem, cukierki …
I tak wymieniała bez końca, aż Bazyli wyjął kartkę, by wszystko zapisać i zapamiętać .
-Ależ, królewno, od tego ci mogą wypaść ząbki! Same słodycze! A może przygotować sałatkę owocową, jakieś jogurciki, naleśniki? Coś, co by ci dało siłę do zabawy, bo same słodkości bardzo osłabiają organizm, szczególnie takiej bardzo malutkiej dziewczynki. -Nie jestem już taka mała! Rób, co chcę, bo poskarżę się rodzicom i będziesz musiał sobie stąd iść.
Na to Bazyli odszedł z pochyloną głową do swojej kuchni – ciasnej, ale bardzo przytulnej.
-Och, ta Księżniczka! Nie zna granic! Muszę iść na targ po zakupy. Na to wszystko trzeba 10kg cukru i sporo tłuszczu, jeszcze jajka… Oj, nie wiem, czy podołam wymaganiom tak małej osóbki, jaką jest Księżniczka Julia. Tymczasem prawa ręka króla projektowała zaproszenia i nie bała się, że coś źle pójdzie, bo dogadała się z Julką jak nikt . Zaproszenia były bardzo ładne i przypominały uśmiechniętą księżniczkę
SERDECZNIE ZAPRASZAMY WSZYSTKIE KSIĘŻNICZKI
ZE SZKOŁY DOBREGO WYCHOWANIA NA BAL
DO KSIĘŻNICZKI JULKI
ZA ŁABĘDZIĄ GÓRĄ. BAL ODBĘDZIE SIĘ W SOBOTĘ
O GOZINIE 17:00. OBOWIĄZKOWA !!!
Bartek szybko poszedł się pochwalić królewnie. Od dawna nie było widać, jak z obrażonej minki wydobywa się śliczny uśmiech .
-Ale te zaproszenia są ładne! Mam nadzieję, że innym też się spodobają.
-Najważniejsze, że Ty, księżniczko, jesteś zadowolona. Muszę już rozwiesić zaproszenia, by nikt nie przegapił tak ważnego balu, jaki organizują ci rodzice.
-Masz rację! Idź szybko, już nie mogę się doczekać.
Księżniczka bywa bardzo roztrzepana i z tego wszystkiego zapomniała o swoim ukochanym rodzeństwie. Wyjrzała przez okno i zobaczyła, że na zamkowym placu zabaw Milenka bawi się w piasku i lepi babki, a malutki Marcinek siedzi w kojcu ze swoimi zabawkami. Postanowiła, że wyjdzie do nich, lecz biegnąc przez swój pokój, potknęła się i zbiła kolanko. A wszystko przez rozrzucone dookoła zabawki. Księżniczka jednak nic sobie z tego nie zrobiła i pobiegła dalej.
Na placu zabaw, mimo że nie brakowało zabawek w piaskownicy, dochodziło do sprzeczek między siostrami . Julia zawsze zabierała te fajniejsze, dlatego Milenka wolała bawić się sama . Niania Paulina, która pilnowała dzieci, już osiwiała, bo kłótniom nie było końca. Zawołała więc gosposię Bożenkę, by zabrała księżniczkę do siebie .
-No, księżniczko, jak zwykle nikt sobie nie daje rady z tobą. Musisz pójść ze mną!
-Nie! Ja tu zostaję! Chcę się bawić!
-Idziesz ze mną i to bez gadania. W pokoju masz taki bałagan, że jak przyjadą inne królewny na bal, będzie wstyd pokazać im twoją komnatę. Odpowiedziała Bożena i biorąc Julię za rękę, zaciągnęła uparciucha do jej pokoju .
-No ładnie! – powiedziała gosposia – Takiego bałaganu to nawet myszki w swojej dziurce nie mają!
Zła księżniczka mówi:
-Kolanko mnie boli, bardzo mnie boli.
-Pokaż, co ty tam znów zrobiłaś. Księżniczko, krew ci leci. Jak to się stało?
-Gdy biegłam na dwór, upadłam i zbiłam kolanko przez zabawkiL .
-Tak też myślałam. Na szczęście to nic złego. Przemyjemy wodą utlenioną, damy plasterek i gotowe. To teraz chyba już wiesz i sama to zrozumiałaś, że trzeba tu posprzątać?
Tak, zaraz to pozbieram, by nigdy więcej nie stało mi się takie ała jak dziś!
Uśmiechnięta gosposia i Julka wzięły się za generalne porządki J . Gdy Julia rano wstała, rozejrzała się po pokoju. Było czysto. Założyła swoje różowe okulary w serduszka i popatrzyła za okno.
-Dziś jest bal. Mam nadzieję, że ten dobry humor, który towarzyszył mi wczoraj, będzie trwał przez cały czas. Powiedziała do siebie i zaczęła tańczyć do śpiewu ptaków za oknem. W tym samym czasie przyszła Kasia, aby przymierzyć suknię na dzisiejszy bal. Księżniczka wskoczyła w nią szybko i zakręciła się mocno, by wszystkie falbanki się uniosły do góry-Jest śliczna! Taka, jaką sobie wyobrażałam.
-Cieszę się bardzo, ściągnij ją teraz, założymy ją przed balem.
-No…dobra.
Nie mogąc się doczekać pyszności, pobiegła do Bazylego zobaczyć, jak mu idzie. A tam cały blat w ciastach i ciasteczkach, wielki garnek lemoniady i lody, i ….aż z tego wszystkiego jej się w głowie zakręciło.
-Księżniczko, zrobiłem wszystko tak, jak chciałaś. Czy sprostałem twoim wymaganiom ?
-Tak, tak, tak! Już nie mogę się doczekać, aż spróbuję tych pyszności. Nadszedł czas pobiec do rodziców. Królowa Małgorzata na sam widok szczęśliwej córeczki wstała z tronu i mocno ją przytuliła mówiąc:
- Widzę, że wszystko ci się bardzo podoba.
-Tak, bardzo, mamusiu, a czy już są balony?
-Chodź, pokażę ci coś.
A tam sala balowa cała w balonach i serpentynach, stoliki w kształcie słoneczka, a przy nich po cztery stołeczki, na środku zaś pod ścianą przyszykowano instrumenty muzyczne dla gościa specjalnego.
-Och, mamusiu, już nie mogę się doczekać.
-Jeszcze troszkę, teraz zmykaj do pokoju. Tam Kasia na ciebie czeka.
Po paru chwilach Księżniczka Julka znów była w swojej komnacie, a tam Kasia już z całym kompletem ubrań czekała, by na bal wszystko było jak należy .
-No, księżniczko, szybko się myj! Zaraz ubieramy się w suknie. Musisz być pierwsza na Sali, by nikt nie musiał na ciebie czekać.
-Dobrze.
I wskoczyła do wanny pełnej piany. Po wyjściu z łazienki Kasia pomogła jej się ubrać – najpierw ładny biały podkoszulek, majteczki i śliczne delikatne rajstopy z wyhaftowanymi motylkami. Następnie suknię piękną jasnoróżową z bufiastymi rękawami, a na dole śliczne falbany, a na każdej z nich inny kolor motyli! Po prostu cudo! Już tylko pantofelki, no i na sam koniec przeurocza korona z bardzo dużym motylkiem. Kto zgadnie w jakim kolorze? Oczywiście w różowym.
I tak ubrana Julia w towarzystwie szwaczki Katarzyny udała się na salę balową, a tam… wielki szwedzki stół, a na nim pyszności, wśród których na samym środku dominował tort siedmiopiętrowy. Na każdym słonecznym stoliku stał duży dzbanek lemoniady oraz kolorowe sztućce i szklaneczki. Tak zachwyconej i szczęśliwej królewny nie widziano dawno. Może kiedyś, jak miała dwa latka, była zawsze wesoła, a uśmiechem zarażała wszystkich dookoła.
W końcu wybiła godzina 17-sta i pierwsze księżniczki już były na miejscu. Czekano na jeszcze kilka dziewczynek.
Gdy już wszyscy byli w komplecie, zaproszono do instrumentów ulubioną piosenkarkę Julii - Majkę Jeżowską, która zaśpiewała piosenkę “Moja planeta”. Królewska para odeszła wraz z rodzicami dziewczynek na inną salę porozmawiać o uknutym przez królową planie, a księżniczki bawiły się przy ulubionych przebojach Julki .
Gdy tylko starsi zniknęli z oczu małej księżniczki, ta nie mogąc dłużej wytrzymać, dorwała się do ciast i torta, którego zaczęła jeść palcami, a lemoniadę tak szybko piła…. Nawet nie zauważyła jak inne księżniczki na to patrzą i co o tym myślą. Nagle muzyka przestała grać, a dziewczynki zaczęły się ubierać i wychodzić.
Na pożegnanie powiedziały:
-Nigdy, ale to naprawdę nigdy, nie widziałyśmy tak niewychowanej księżniczki. Nawet dziewczynki poza dworem mają więcej pohamowania. Gdy wyszły, podeszła do Julii Majka Jeżowska. Wytłumaczyła, że kiedyś też była bardzo niesforną dziewczynką i tak samo nie miała się z kim bawić .
-Juleczko, idź szybko i zawołaj koleżanki. Może nie odeszły za daleko.
Gdy Julia pobiegła za dziewczynkami, z sali obok wyszli wszyscy rodzice, a król i królowa ze smutną miną patrzyli na księżniczkę .
Po przeproszeniu innych księżniczek Julia wróciła na salę balową. Tam stanęła koło piosenkarki i poprosiła o mikrofon. Powiedziała wtedy:
-Bardzo was wszystkich przepraszam. Mamusiu, moje zachowanie naprawdę było bardzo niegrzeczne. Czy zostaniecie ze mną i się pobawimy wszyscy razem?
-Tak. – zgodziły się księżniczki, a rodzice nie mieli nic przeciwko temu. Bazyli naprawił tort, gosposia uporządkowała stoliki, a zabawa rozpoczęła się na nowo.
Ulubiona piosenka Księżniczki Julki nabrała głębszego sensu. Wszystkieksiężniczki stanęły w kółeczku i zaśpiewały razem:
“MOJA PLANETA MIŁOŚĆI SIĘ NIE BOI,
MOJA PLANETA BROŃ ROZBROI.
MOJA PLANETA ZNA DOBRE OBYCZAJE.
MOJA PLANETA WAM WSZYSTKIM DŁOŃ PODAJE……
Zabawa trwała kilka godzin, a księżniczka Julia już nigdy nie tupnęła nóżką i szanowała zdanie innych. Następnego dnia po słodkiej uczcie tak ją rozbolał brzuszek, że postanowiła jeść normalne obiadki z mamą i tatą. Ta zmiana wszystkim wyszła na dobre, a królewnie dała prawdziwą lekcję dobrego wychowania. Julia zaczęła też uczęszczać do szkoły dobrego wychowania.
Pamiętaj, słuchaj mamy, słuchaj taty, a nigdy nie spotka cię nic złego. Gdy będziesz uparty nie dojdziesz do celu, a jedynie możesz sobie zaszkodzić. Czasem lepiej iść na kompromis.
Powodzenia w małym dorosłym życiu.
Najnowsze komentarze