Pożegnanie śp. Pana Kościelnego Kazimierza Filipa przez ks. Proboszcza
W niedzielę 9 grudnia 2012r. ok. godz. 14-ej mieszkańców Czeszowa zaniepokoił przeciągły, jednostajny, niemodulowany głos syreny strażackiej. Później rozległy się dzwony kościelne. To była wiadomość i pierwsze pożegnanie druha Kazimierza Filipa, który odszedł do Domu Pana po długiej i ciężkiej chorobie oraz po 65-letniej służbie tu na ziemi.
Jego pogrzeb odbył się we wtorek 11 grudnia. Wtedy ks. Proboszcz włożył do trumny śp. P. Kazimierza Filipa jego komżę, w której posługiwał w zakrystii i pieczątkę kościelnego.
Przed zamknięciem trumny ks. Proboszcz jako ostatni pożegnał P. Kościelnego głaszcząc i całując czoło.
Później wygłosił przemówienie, które drukujemy poniżej. Ten tekst jest odtworzeniem pożegnania, które zredagował ks. Proboszcz na prośbę Redakcji. Pożegnanie wygłoszone na pogrzebie, nie było wcześniej spisane i mogło nieznacznie się różnić od poniższego tekstu. Jeśli ktoś dysponuje nagraniem audio lub wideo z pożegnania, prosimy o kontakt z Redakcją.
Pożegnanie śp. Pana Kościelnego Kazimierza Filipa przez ks. Proboszcza
Drogi Panie Kazimierzu! Chciałbym powiedzieć tylko jedno słowo: DZIĘKUJĘ! I w tym jednym słowie chciałbym zamknąć to wszystko, czego nie da się wyrazić słowami.
Dziękuję za Twoją życzliwość, szczerość, pogodę ducha. Dziękuję za pracowitość i uczynność. Dziękuję za prostotę i otwartość.
Dziękuję za pracę na rzecz naszej społeczności lokalnej jako prezes OSP Czeszów. Moja legitymacja członka OSP Czeszów z Twoim podpisem pozostanie dla mnie na długie lata cenną pamiątką.
Dziękuję za Twoją wieloletnią posługę kościelnego w naszej parafii. Dziękuję za tę codzienną solidność i odpowiedzialność.
W mojej pamięci na trwałe zapisały się trzy obrazy związane z Twoją osobą. Nie mówię tu o powszednim i świątecznym podejmowaniu obowiązków w kościele, to była, można tak powiedzieć, norma, oczywistość, której prawie się nie zauważa. Aż do dnia, kiedy rano w niedzielę, przed kościołem, żona P. Kazimierza powiedziała, że zabrało go pogotowie, bo wymiotuje i mdleje. A potem nastało półtora roku walki, cierpienia i nadziei.
Pierwszy obraz zapisany w mym sercu to podobna, żałobna uroczystość, trzy lata temu, kiedy żegnaliśmy śp. Ks. Proboszcza Kazimierza Olesińskiego. Wtedy ostatnim żegnającym śp. Proboszcza, przed zamknięciem trumny, był P. Kościelny. Pamiętam czułe pogłaskanie po głowie i pocałunek złożony na czole śp. Proboszcza.
Obraz drugi to scena z podwórka plebanii, gdy razem z ministrantami Pan Kazimierz pomógł mi w uporządkowaniu sterty drewna, przywożąc swoja krajzegę i pracując cały dzień z nami, choć może nie miał na to ani wystarczającego zdrowia, ani siły.
I obraz trzeci, nasze ostatnie spotkanie tu w kościele. Jako prezes OSP Czeszów, Pan Kazimierz składał mi życzenia imieninowe. A potem szliśmy razem chodnikiem przed kościołem i mówił o pogarszającym się zdrowiu, o wykrytych przerzutach.
Kiedy po trzech tygodniach od tego wydarzenia stan zdrowia gwałtownie się pogorszył, Rodzina pierwsze kroki skierowała na plebanię, prosząc, bym odwiedził Chorego z sakramentami. Dziękuję za to spotkanie w Będkowie przepełnione chrześcijańską wiarą i nadzieją.
Panie Kazimierzu! Ostatnie trzy miesiące Twojego życia, naznaczone ciężką chorobą i cierpieniem, były dla mnie swoistym Adwentem – oczekiwaniem, oczekiwaniem na to, co ostateczne i nieuchronne. Choć wiedziałem, że ta chwila musi nadejść i starałem się na nią przygotować, to przecież, informacja, która dotarła do mnie w niedzielę, zaskoczyła mnie. Zaskoczyła w czasie rekolekcji adwentowych, które prowadzę w Świebodzicach. I choć wierzę, że się spotkamy kiedyś w niebie, to tak trudno pogodzić się z myślą, że nie spotkamy się już w zakrystii.
Panie Kazimierzu! DZIĘKUJĘ…
Ks. Jacek Tomaszewski – proboszcz
Najnowsze komentarze